W taki sposób — a to spostrzeżenie wielkiej jest wagi — łączymy w tej formie wszystkie korzyści elekcji i dziedziczności.
Najpierw bowiem, skoro korona nie przechodzi z ojca na syna, nie będzie nigdy ciągłości systemu zmierzającego do poddania Rzeczypospolitej w niewolę. Po wtóre, w tej formie los nawet jest narzędziem elekcji oświeconej i zamierzonej. W czcigodnej grupie „Strażników Praw” i wybranych spośród nich wojewodów, może los — jakkolwiek by on wypadł — dokonać tylko takiego wyboru, jaki już naród uczynił.
Ale proszę zauważyć, jakie ta perspektywa musi wzbudzić współzawodnictwo w grupie wojewodów i kasztelanów większych, którzy mogliby się zaniedbać na swych dożywotnich stanowiskach, mając pewność, że już ich odebrać im nie można. Obawa już ich powściągać nie może, ale nadzieja zajęcia tronu, który każdy z nich tak blisko siebie widzi, stanowi nowy bodziec, by ustawicznie baczyli na siebie. Wiedzą, że na próżno by im los sprzyjał, gdyby ich przy elekcji odrzucono, i że jedyną drogą wiodącą do wyboru jest zasłużyć na wybór. Ta korzyść zbyt jest wielka, zbyt oczywista, żeby trzeba ją jeszcze podkreślać.
Przypuśćmy na chwilę, żeby już i najgorsze przewidzieć, że przy czynności losowania nie można uniknąć oszustwa i że jednemu z współzawodników udało się podejść czujność wszystkich innych, tak silnie zainteresowanych w tej czynności. To oszustwo byłoby szkodą dla kandydatów wyłączonych, ale dla Rzeczypospolitej skutek byłby taki sam, jak gdyby decyzja losu była rzetelna, bo niemniej przeto miałoby się jeszcze korzyść elekcji, niemniej zapobiegałoby się w ten sposób zamieszkom bezkrólewi i niebezpieczeństwom dziedziczności; kandydat, którego ambicja uwiodłaby aż do popełnienia oszustwa, byłby poza tym niemniej człowiekiem zasługi, wedle sądu narodu zdolnym chlubnie nosić koronę; a w końcu, nawet po dopuszczeniu się takiego oszustwa, korzystanie z niego zawisłoby jeszcze od następnego formalnego wyboru ze strony Rzeczypospolitej.
Projekt ten, przyjęty w całej rozciągłości, wszystko w państwie wiąże, a począwszy od ostatniego z obywateli aż do pierwszego z wojewodów każdy widzi przed sobą jedną tylko drogę posuwania się wyżej: drogę obowiązku i uznania powszechnego. Sam król jedynie, raz wybrany, widząc nad sobą już tylko prawa, prócz nich nie zna wędzidła, które by go powściągało, i nie potrzebuje już aprobaty powszechnej — może się bez niej obejść, gdyby tego wymagały jego zamysły. Tutaj widzę jeden tylko sposób, o którym jednak nie ma nawet co myśleć, a mianowicie, by korona mogła być w danych warunkach odjęta i by po upływie pewnego okresu królowie musieli otrzymać zatwierdzenie. Ale, raz jeszcze, nie można proponować tego środka: utrzymując tron i państwo w ciągłym niepokoju, nie pozwoliłby nigdy administracji osiąść się dość silnie na to, by mogła służyć wyłącznie i z pożytkiem dobru publicznemu.
Istniał starożytny zwyczaj, dotąd tylko przez jeden naród praktykowany, ale co do którego należy się dziwić, że jego powodzenie nie znęciło do naśladowania żadnego innego narodu. Prawda, że nadaje się tylko dla elekcyjnego królestwa, chociaż był wynaleziony i stosowany w królestwie dziedzicznym. Mówię o sądzie pośmiertnym nad królami egipskimi i o wyroku, który przyznawał im albo pozbawiał ich pogrzebu i honorów królewskich, według tego, czy dobrze czy też źle rządzili państwem za życia. Obojętność współczesnych na wszystkie sprawy moralne i na wszystko, co duszom energię dać może, sprawi, że na myśl przywrócenia tego zwyczaju względem królów polskich patrzeć będą jak na szaleństwo, i nie pokusiłbym się nakłaniać Francuzów, a zwłaszcza filozofów, by myśl tę przyjęli; sądzę jednak, że można ją zaproponować Polakom. Śmiem nawet twierdzić, że instytucja ta przyniesie u nich wielkie korzyści, jakich żadnym innym sposobem osiągnąć się nie da, a żadnej ujemnej strony mieć nie będzie. Co do obecnego przedmiotu, rzecz widoczna, że z wyjątkiem duszy spodlonej i nieczułej na zaszczytną po sobie pamięć, niepodobna, by sprawiedliwość sądu, którego nie można uniknąć, nie zaważyła u króla i nie nałożyła jego namiętnościom wędzidła, mniej lub więcej mocnego, przyznaję, ale w każdym razie zdolnego powściągać go w pewnej mierze; zwłaszcza, gdy dołączy się do tego interes dzieci królewskich, o których losie zadecyduje wyrok wydany nad pamięcią ojca.
Chciałbym więc, by po śmierci każdego króla zwłoki jego składano w odpowiednim miejscu aż do wydania wyroku nad jego pamięcią, by trybunał mający o tym rozstrzygać i orzec o pogrzebie króla zebrał się możliwie najśpieszniej, by surowo rozpatrzył jego życie i panowanie, i by po przeprowadzeniu dochodzeń, przy których dopuszczano by każdego obywatela do oskarżania i obrony króla, należycie wdrożone postępowanie kończyło się wydaniem wyroku z całą możliwą uroczystością.
Na mocy tego wyroku, jeśliby był przychylny, zmarły król zostałby uznany za księcia dobrego i sprawiedliwego, imię jego zostałoby wpisane zaszczytnie w rejestr królów polskich, zwłoki jego z okazałością złożone w grobach królewskich, do imienia jego we wszystkich aktach i mowach publicznych dodawano by przydomek: „sławnej pamięci”; wdowie po nim wyznaczono by zaopatrzenie, a dzieci jego, uznane jako książęta królewskie, zaszczycono by dożywotnio wszelkimi korzyściami związanymi z tym tytułem.
Jeśliby zaś, przeciwnie, uznano go winnym niesprawiedliwości, gwałtu, przeniewierstwa, a zwłaszcza tego, że godził na wolność powszechną, pamięć jego zostałaby potępiona i napiętnowana, zwłoki, pozbawione królewskiego pogrzebu, zostałoby pochowane bez okazałości, jak zwłoki zwykłego obywatela, imię jego wykreślone z publicznego rejestru królów; a dzieci, pozbawione tytułu książąt królewskich i związanych z nim przywilejów, wróciłyby do rzędu zwykłych obywateli, bez żadnej odznaki, zaszczytnej ani hańbiącej.
Pragnąłbym, żeby sąd ten odbywał się z największą okazałością, ale żeby, o ile możności, poprzedzał elekcję następcy, a to dlatego, by na wyroku nie mógł zaważyć wpływ następcy, który w złagodzeniu jego surowości widziałby swój własny interes. Wiem, że byłoby pożądane mieć więcej czasu, aby odsłonić wiele prawd ukrytych i przeprowadzić dokładniejsze dochodzenia. Ale w razie zwłóczenia aż do czasu po elekcji, obawiałbym się, że ten ważny akt mógłby stać się czczą ceremonią i — jakby to nieomylnie było w dziedzicznym królestwie — raczej mową pogrzebową na cześć zmarłego króla niż sądem sprawiedliwym i surowym nad jego postępowaniem. Raczej należy tutaj uwzględnić bardziej głos powszechny, wyrzec się pewnych szczegółowych wyjaśnień, a zachować natomiast sprawiedliwość i powagę sądu, który w przeciwnym razie stałby się niepotrzebny.