42. ergo (łac.) — więc, zatem. [przypis edytorski]

43. stać czymś (daw.) — istnieć dzięki czemuś; opierać się na czymś. [przypis edytorski]

44. każdy go mógł pozbawić czci, mienia i wolności — jeden przykład wśród tysiąca: młody literat Clément za krytykę literacką arcynudnego poematu Saint-Lamberta (tego samego, który odgrywa taką rolę w Wyznaniach) Pory roku, został dzięki osobistym stosunkom autora osadzony w więzieniu Fort-l’Evéque, a broszura jego wstrzymana w obiegu. Clément wprawdzie rychło wydostał się z więzienia, jednakże z pewnością nie siłą swej niewinności, ale znowuż dzięki zabiegom przyjaciół. Bezpośrednia przyczyna uwięzienia Diderota była niemal jeszcze błahsza. [przypis tłumacza]

45. polica (daw.) — polisa (lm: polisy), dokument potwierdzający zawarcie umowy ubezpieczeniowej. [przypis edytorski]

46. ad hoc (łac.) — doraźnie, bez wcześniejszego przygotowania. [przypis edytorski]

47. sofistyka — rozmyślne używanie nieuczciwej argumentacji w celu udowodnienia fałszywej tezy. [przypis edytorski]

48. Ciekawy to przyczynek do problemu, do jakiego stopnia u Russa linia talentu pociągnęła za sobą linię życia — nie mniej ciekawym jest ustęp w Wyznaniach, opowiadający (Część druga), jak jego niedomaganie pęcherza stało się główną przyczyną, iż uchylił się od audiencji u króla i przyjęcia pensji królewskiej, a w następstwie pchnęło go w objęcia ideologii republikańskiej. Zważywszy olbrzymi wpływ Russa na kształtowanie się umysłowości współczesnej, a zwłaszcza jej dynamikę, można sobie bez cienia żartu zadać pytanie, czy gdyby pęcherz jego był zdrowszy, czy rewolucja francuska byłaby przyszła do skutku, a w każdym razie, czy w tej samej formie? [przypis tłumacza]

49. koteria, której Rousseau się naraził, składała się z najbardziej wybitnych, ruchliwych i solidarnie trzymających się ludzi, których wpływy sięgały daleko poza granice Francji — niemałą siłą w ręku Grimma i jego koterii była „Correspondance littéraire”, rękopiśmienny dwutygodnik, który tenże, z współpracownictwem Diderota, pani d’Épinay, a w ostatnich latach Meistera, wydawał przez 40 lat blisko na użytek większości koronowanych głów i co najznamienitszych dostojników Europy. W piśmie tym, doskonale redagowanym, otrzymywali wysoko położeni abonenci przegląd najświeższych wiadomości paryskich, wolnych tu od knebla cenzury, ile że „Correspondance” była tajna, abonowana i przesyłana pod ścisłą dyskrecją. Było tam i sprawozdanie z ostatniej premiery, i plotka towarzyska, nieraz bardzo drastyczna, i wyciąg wszystkich, nawet najbłahszych nowości literackich, i wreszcie swobodne omówienie wypadków dnia. Łatwo zrozumieć, iż odnośnie do kształtowania opinii dziennik taki stanowił siłę, z którą dzisiejsza prasa, jawna, dająca możność dyskusji i polemiki i zresztą neutralizująca się wzajem, ani w przybliżeniu równać się nie może. Nie potrzeba dodawać, że „Correspondance” była oficjalnym organem koterii „filozofów” i że wszystkie hymny pochwalne — z wielką wszelako miarą i smakiem — są w niej na cześć świeczników Encyklopedii. Panna Macdonald, partyzantka teorii „spisku”, zestawia ustępy „Correspondance” dotyczące Russa i dopatruje się w nich konsekwentnego działania celem zgubienia pisarza w opinii Europy, oraz denuncjowania go niejako, właśnie w epoce, kiedy uchodząc z Francji, w tejże Europie musi szukać gościny. Faguet nie godzi się z tym zapatrywaniem i raczej skłonny jest dziwić się umiarkowanemu tonowi Grimma odnośnie do Jana Jakuba. Dla własnej ciekawości przewertowałem w kilkunastu tomach „Correspondance” wszystko, co w niej dotyczy osoby i pism Russa; oczywiście, życzliwym stanowisko Grimma nie jest, ale jakież mogło być inne w stosunku do pisarza, który mu był antypatyczny ideowo, a wrogi osobiście? Jakiegoś planowo wytyczonego działania wręcz na zgubę pisarza trudno mi się było dopatrzyć w tych ustępach, które zresztą rozproszone są na przestrzeni szeregu lat. [przypis tłumacza]

50. w znacznej części były naturalnym następstwem jego śmiałych i nowatorskich wystąpień — trzeba mieć na uwadze, że Rousseau był w swojej epoce jedynym pisarzem poruszającym doniosłe kwestie filozoficzne i społeczne, który podpisywał swoje utwory. Było utartym zwyczajem, iż autor ogłaszał w takim razie swe pisma bezimiennie, a nawet w razie potrzeby wręcz ich się wypierał, na co władze patrzały chętnym okiem, ponieważ ta cicha umowa uwalniała je od niepopularnych represji. Mimo takich ostrożności tak Wolter, jak i Diderot i tylu innych zapoznali się w swoim czasie z więzieniem. Zagadkową jedynie w całej sprawie wydania Emila jest nieopatrzność pana de Malesherbes, człowieka, którego charakter stoi tak wysoko, iż nawet Rousseau, mimo tak fatalnego obrotu sprawy, nigdy ani na chwilę nie obrzucił go najlżejszym podejrzeniem. Zdaje się, trafnym jest tu wyrażone przez Russa przypuszczenie związku odnośnego stanowiska parlamentu w sprawie Emila z przypadającym na tę chwilę wygnaniem zakonu jezuitów. [przypis tłumacza]

51. Panna Levasseur była nieokrzesana, głupia, zazdrosna... — Faguet, Vie de Rousseau. [przypis tłumacza]