[Kiedyż wreszcie, rzuciwszy wszystkie zbędne troski...]

Kiedyż wreszcie, rzuciwszy wszystkie zbędne troski

I nudną pospolitość bezlitosnych miast,

Będę mógł spocząć w szumnych borów ciszy boskiej,

Albo na cichym brzegu jezior pełnych gwiazd?

Chociaż wolałbym raczej śnić w tym złotym piasku,

Morze, kolebko słodka mych najpierwszych lat:

Słuchałbym mew twych dzikich żałobnego wrzasku,

A wzrok by mi odświeżył pian twych biały kwiat!

Azaliż mnie zadziwiasz, wczesna zimo mroźna!