Kto wie jednak, czy redaktor nie ma racji. Widocznie dwa tygodnie nie wystarczyły na wystudiowanie obyczajów i manier wielkoświatowych.

Zabrałam z sobą rękopis wczoraj, idąc na przechadzkę, i stanąwszy przed gazownią, poprosiłam inżyniera o użyczenie mi na chwilę swojego paleniska. Otworzył mi uprzejmie drzwi, a ja własnymi rękami wrzuciłam moje poronione258 dzieło do pieca. Doznałam zupełnie takiego uczucia, jak gdybym spaliła moje własne dziecko.

Położyłam się potem spać w stanie ostatecznego zgnębienia; myślałam o tym, że nigdy do niczego nie dojdę i że pan wyrzucił pieniądze w błoto.

Tymczasem, niech pan sobie wyobrazi — obudziłam się dzisiaj z nowym wspaniałym tematem. Przez cały dzień obmyślałam charakterystykę bohaterów i czułam się rajsko szczęśliwa. Nikt mi chyba nie zarzuci, że jestem pesymistką!

Gdybym miała męża i dwanaścioro dzieci i gdyby wszystkich ich pochłonęła ziemia podczas jakiegoś kataklizmu, wstałabym nazajutrz uśmiechnięta i zaczęłabym oglądać się za nową rodziną.

Serdecznie oddana panu

Aga

*

14 grudnia

Pająkowaty-Długonogi Ojczulku!