— Aż do wyjazdu do kolegium nigdy. Ale wtedy podróż trwała tylko kilka godzin i nie jadło się nic w drodze.

Julia zaczyna poważnie interesować się mną. Utrzymuje, że mówię takie zabawne rzeczy. Staram się usilnie nie czynić tego, ale zawsze wyrwie mi się nieopatrzne jakieś słówko, szczególnie kiedy jestem czymś zdziwiona. Jakże się nie dziwić, kiedy wciąż natrafia się na nadzwyczajne rzeczy? Ojczulku drogi, wierz mi, że to coś oszałamiającego po siedemnastu latach spędzonych w Domu Wychowawczym wydostać się od razu na świat.

Ale zaczynam się z tym zżywać. Nie robię już takich okropnych głupstw i pomyłek jak z początku i nie czuję się już zakłopotana w towarzystwie koleżanek. Dawniej nie wiedziałam, gdzie mam się podziać z zażenowania, ilekroć ktoś na mnie spojrzał. Zdawało mi się, że poprzez nowe, eleganckie suknie, w które mnie przebrano, każdy musi widzieć moje dawne kraciaste barchany i perkale. Teraz nie myślę już o barchanach i perkalach. Nie chcę się nimi więcej dręczyć. Dość mi nadokuczały aż do wczoraj.

Zapomniałam opowiedzieć panu o naszych kwiatach. „Panicz Jerry” ofiarował każdej z nas sporą wiązankę fiołków i konwalii. Prawda, jak to było uprzejmie z jego strony? Nigdy dawniej nie obchodzili mnie mężczyźni; przyznam się panu nawet, że — sądząc po opiekunach — mało miałam dla nich sympatii, ale teraz zmieniłam swój pogląd.

Boże, jedenaście stron! A to ci list! Ale niech się pan uspokoi. Kończę.

Pańska, zawsze oddana

Aga

*

10 kwietnia

Szanowny Panie Bogaczu!