*

Rafy na kursie, kapitanie Pająku!

Ściągnij liny! Na lewo burty ster! Ró-ó-wno! Luzuj! Stój!... Dosyć!... Yo, haho!... Butelka rumu!...

Niech pan zgodnie, co czytam? Wszystkie nasze rozmowy w ciągu ostatnich paru dni były żeglarsko-korsarskie. Prawda, jaka to wspaniała rzecz ta Wyspa skarbów213? Czy pan czytał tę powieść? A może nie była jeszcze napisana, kiedy pan był małym chłopcem? I pomyśleć, że Stevenson dostał tylko trzydzieści funtów za prawo drukowania jej w kolejnych zeszytach miesięcznika! Uważam, że nie opłaci się być wielką autorką. Może lepiej zostać nauczycielką w szkole? Jak pan myśli?

Niech mi pan wybaczy zapełnianie listów Stevensonem. Głowę mam wciąż nim zajętą. Wypełnia on dla mnie całą bibliotekę wierzbińską.

Piszę ten list już od dwóch tygodni — chyba wystarczająco długo. Nie może mi pan jednak zarzucić, że skąpię szczegółów. Szkoda, że nie ma tu pana z nami, Ojczulku drogi! Świetnie byłoby nam wszystkim razem. Chciałabym, żeby wszyscy moi przyjaciele znali się wzajem. Pragnęłam zapytać pana Pendletona, czy zapoznał się z panem w Nowym Jorku — przypuszczam, że to możliwe, musicie obracać się w tym samym wyższym towarzystwie, obu was interesują reformy i różne takie mądre rzeczy... Ale cóż z tego? Nie mogłam się zapytać, bo nie znam przecież pańskiego prawdziwego nazwiska...

Najniedorzeczniejsze to chyba ze wszystkiego, co było kiedykolwiek na świecie, że nie wiem, jak się pan nazywa. Pani Lippett uprzedziła mnie, że wielki z pana dziwak. Miała słuszność! O, tak!

Zawsze oddana panu

Aga

PS Przeczytałam mój list jeszcze raz i widzę, że nie cały jest o Stevensonie. Są w nim dwie czy trzy wzmianki o „paniczu Jerrym”.