A nadto, Ojczulku drogi, zastałam pański — przepraszam, pańskiego sekretarza — list, czekający na mnie.
Czy nie chciałby pan wyjaśnić mi, w sposób dla mnie zrozumiały, powodu żądania pańskiego, abym nie przyjmowała stypendium? Zupełnie nie pojmuję pańskiego sprzeciwu. Zresztą, na nic się panu nie przyda opór, bo już przyjęłam i ani myślę się cofać! Brzmi to może trochę impertynencko, ale, doprawdy, wcale nie miałam zamiaru być impertynentką.
Przypuszczam, że skoro pan zaczął mnie kształcić, chciałby pan dokończyć dzieła i doprowadzić je do godnego uwieńczenia w postaci dyplomu.
Ale, proszę, niech pan zechce rozważyć przez chwilę rzecz tę z mojego punktu widzenia. Będę zupełnie w tym samym stopniu zawdzięczała panu całe moje wykształcenie, jak gdyby pan łożył na nie do końca, a jednak dług, jaki zaciągnęłam u pana, nie będzie tak wielki. Wiem, że pan nie żąda zwrotu wyłożonych na mnie pieniędzy, rozumie pan jednak, że całym moim dążeniem będzie zwrócenie ich, o ile tylko będzie to w mojej mocy. Zyskanie stypendium ułatwi mi to zadanie. Myślałam, że całe życie poświęcę na spłacanie długów, a teraz, dzięki stypendium, poświęcę na to tylko pół życia.
Mam nadzieję, że pan wejdzie w moje położenie i nie będzie się na mnie gniewał. Pensję miesięczną będę przyjmowała nadal z największą wdzięcznością. Niemało potrzeba, aby dopasować się do Julii i jej umeblowania. Żałuję, że nie wyrobiono w niej, kiedy była dzieckiem, skromniejszych gustów albo też, skoro nie stało się tak, że jest ona moją współlokatorką.
Nie bardzo to wszystko wygląda na list; miałam szczery zamiar napisania wielu mądrych i zajmujących rzeczy, ale obrębiłam217 cztery story218 i trzy firanki (dobrze, że pan nie może widzieć długości moich ściegów219), wypolerowałam mosiężną tabliczkę proszkiem do zębów (bardzo niewdzięczna robota!), powyjmowałam ze ścian gwoździki do obrazków (nożyczkami do manikiurowania!), wypakowałam cztery skrzynie książek, porozwieszałam w szafach suknie, bluzki i okrycia z dwóch kufrów (nie wydaje się prawdopodobne, aby Agata Abbott mogła posiadać dwa kufry pełne garderoby, a jednak tak jest naprawdę!) i witałam się w międzyczasie z pięćdziesięcioma miłymi koleżankami.
Nie ma co, dzień otwarcia kolegium jest dniem pełnym wrażeń!
Dobranoc, drogi Ojczulku! Nie gniewaj się, że twoje pisklątko chce próbować siły własnych skrzydełek... Zaczyna dorastać i przeobrażać się w energiczną małą kwoczkę, umiejącą gdakać wielce stanowczo i posiadającą piękne, bogate upierzenie (wszystko to dzięki panu, Ojczulku!).
Aga
*