— Nie jest tępy ten, kto uważa, że brak mu inteligencji — odparła Piękna. — Głupiec nie byłby w stanie tego stwierdzić.
— Jedz, Piękna — powiedział do niej Bestia. — I spróbuj się nie nudzić w swoim domu: bo to wszystko tutaj należy do ciebie. Byłoby mi przykro, gdybyś nie czuła zadowolenia.
— Bardzo pan łaskaw — powiedziała Piękna. — Przyznam, że ogromnie mnie cieszy pańskie dobre serce; gdy o nim myślę, nie wydaje mi się pan tak brzydki.
— O, moja pani, tak! — zakrzyknął Bestia. — Mam dobre serce, lecz jestem potworem.
— Jest wielu ludzi znacznie bardziej potwornych od pana — odrzekła Piękna. — A ja wolę pana takiego, jakim pan jest, od tamtych, którzy twarze mają ludzkie, ale kryją w piersi fałszywe i niewdzięczne serca.
— Gdybym był bystrzejszy — Bestia na to — powiedziałbym piękny komplement w dowód wdzięczności, lecz jestem prostakiem i stać mnie jedynie na to, żeby wyznać, że jestem wielce zobowiązany.
Piękna jadła z apetytem; już prawie w ogóle nie bała się potwora. Lecz niemal umarła z trwogi, gdy zapytał:
— Piękna, czy zostaniesz moją żoną?
Przez jakiś czas zwlekała z odpowiedzią — obawiała się, że rozgniewa go odmową. Odrzekła jednak z drżeniem w głosie:
— Nie, Bestio.