Benedyktyński zakon, spomiędzy wszystkich zakonów łacińskiego obrządku najdawniejszy, szczep swój od św. Benedykta prowadzący, wielkiemi zasługami słynie w kościele bożym i ludzkiem towarzystwie357: oni nam dochowali skarby wszystkich ksiąg bożych starego i nowego testamentu, oni wypolerowali358 nauki, oni największe ciemności starożytnych dziejów mądrem i pracowitem piórem objaśnili. Tego zakonu był mąż nauką wielce sławny, Kalmet, w państwie cesarskiem żyjący, i inni nie mniej uczeni ludzie w teologicznych i historycznych naukach. Benedyktyni także pracowitemi rękami swemi głębokie puszcze i dzikie pola w żyzne grunta przemienili. Z Monte Cassino we Włoszech najpierwej sprowadzeni benedyktyni do Tyńca pod Krakowem rozszerzyli się z czasem po nowo przybywających fundacyjach: w Sieciechowie, na Łysej Górze czyli u św. Krzyża, w Płocku, w Mogile za Gnieznem, w Lubiniu pod Lesznem, w Nieświeżu, w Horodyszczu i Trokach na Litwie. Te monastery359 składały prowincyją360, którą benedyktyni swoim terminem kongregacyją polską zowią; trzymają także beneficia curata361, przy których mieszkają.

Szkół swoich także długi czas nie mieli, posyłali zazwyczaj kleryków swoich do szkół jezuickich do Poznania; w takich szkołach wydoskonaliwszy się, Franciszek Starzeński362, brat rodzony starosty brańskiego, sławnego sekretarza hetmana wielkiego koronnego, Jana Klemensa Branickiego, uformował w swoim monasterze szkoły; lat kilkanaście pracując nad młodzieżą zakonną, tyle dokazał, że potem nie tylko swoich profesorów miał ten monaster, ale też do innych onych udzielał. Za co monaster, odmierzając wdzięcznością, obrał go opatem.

Lecz ten mąż, pobożny i spracowany, na lat kilka przed śmiercią wpadł w jakieś pomieszanie rozumu, które go do niczego zdatnym nie czyniło. Cierpiał go atoli monaster w tej słabości do samej śmierci, przydawszy mu kuratorów363 do pilnowania jego zdrowia i rządu dóbr.

§ 17. Cystersi364

Prowadzą swój początek od św. Bernarda, opata klarewaleńskiego, nie tylko świątobliwością życia, wysoką nauką, ale też i opowiadaniem krucyjaty365 sławnego, który, będąc zakonnikiem św. Benedykta, regułę jego zreformował; krój habitu cysterskiego mało co się różni od benedyktyńskiego. Zimą i latem noszą habity z lekkiej materyji, pod które podkładają zimą kaftany, futrem podszyte.

Rząd u cystersów jest monarchiczny. Opat włada absolutnie wszystkiemi urzędami zakonnemi, które podług swojej woli rozdaje albo z nich składa. Do dóbr klasztornych nie wdaje się, mając dobra swoje, od klasztornych oddzielne. Przeor jest tylko wykonywaczem woli i rozkazów opata.

Dla czego366 u cystersów nie masz żadnych konsultacyj ani konsultorów367; jeden tylko przypadek śmierci opata daje im prawo wolnej elekcyji innego. Po obraniu którego natychmiast przestają być wolnymi, a stają się niewolnikami św. posłuszeństwa.

Ten, który sprawuje najwyższą władzę całej prowincyji, nazywa się u cystersów komisarzem. Jenerał zakonu, mieszkający w Francyji, dawał cystersom polskim komisarzy wolą368 samowładną, nie stosując się bynajmniej do instancyj prowincyji; i ten zwyczaj trwał aż do początków panowania Augusta III, pod którym cystersi polscy, wziąwszy się za ręce, wyrobili sobie w Rzymie brewe369, mocą którego już jenerał potem nie mógł im nadawać komisarzów podług woli swojej, ale musiał potwierdzać tego, którego prowincyja na kapitule jeneralnej większością wotów sobie obrała. Wszakże po tej ustawie wydarzył się przypadek jeden taki, że ta konstytucyja nadwerężoną została.

Konstantyn Iłowiecki, opat łędzki, obrany był na jeneralnej kapitule komisarzem większością wotów.

Rogaliński, podówczas opat wiślicki, człowiek rozumu głębokiego i edukacyji wysokiej, ale w powołaniu młodszy, miał także po sobie kilka wotów, przy których chcąc się koniecznie utrzymać komisarzem, wbrew elekcyji Iłowieckiego pobiegł do Francyji do jenerała, od którego za wielkiemi instancyjami różnych panów polskich, duchownych i świeckich, otrzymał konfirmacyją370 swojej elekcyji z odrzuceniem Iłowieckiego.