Sądy kryminalne marszałkowskie nie miały regularnych sesyj, tylko wtenczas, kiedy się znajdował winowajca godzien śmierci. Lecz skoro Franciszek Bieliński objął laskę wielką koronną, rzadko kiedy wakowały. Ten bowiem pan był niemniej surowy jak sprawiedliwy, wyprawiał rączo na tamten świat, ktokolwiek dostał się pod sąd jego godzien śmierci. Więc że po całym kraju słynął tym darem sprawiedliwości, przetoż wożono do jego sądów kryminalistów z najodleglejszych polskich prowincyj, gdy się delatorom922 w innych jurysdykcyjach miejscowych zdawał proces długi i kosztowny, albo sprawiedliwość niepewna; mianowicie kiedy jaki familijant923 popełnił zbrodnią, za którym obstawała koligacyja924, albo Żyd, którego drudzy Żydzi okupem, by925 też najdroższym, wyzwalać od śmierci uważali za akt heroiczny926 swojej religiji. Co oboje u Bielińskiego nic nie popłacało. Jedna królowa, pani wielce pobożna i miłosierna, ta mu często psuła symetryją927 w egzekucyji, usilnemi swemi instancyjami wypraszając winowajców od śmierci zasłużonej, pod nadzieją poprawy życia, rzadko, osobliwie w złodziejach, widzianej.
Bieliński, kiedy widział, że zbrodzień do złego przywykły nie wart był dłuższej na świecie konserwacyji928, a obawiał się kobieckiego królowej miłosierdzia, kazał go sprzątnąć nie bawiąc929, zamknąwszy się tymczasem w gabinecie przed importuniją930 królowej; a czasem, gdy się skryć nie zdążył, a szkaradna akcyja warta była ukarania, wręcz instancyją królowej odrzucił. Taka jednak sprawiedliwość co do złoczyńców, dalekich od Warszawy, przestępowała obręby władzy; jurysdykcyja albowiem marszałkowska nie rozciąga się, tylko na uczynki, występki, pod bokiem królewskim i trzy mile około popełnione.
Lecz nikt takiej Bielińskiemu nie zadał kwestyji931 i komu on łeb kazał zdjąć, to przepadło. We dwie niedzieli po wyjeździe królewskim z kraju kończyła się jurysdykcyja marszałkowska co do sądów; co zaś do innych rozporządzeń w mieście Warszawie, tą się Bieliński ciągle zatrudniał; nawet choć wyjechał na lato, jak miał zwyczaj, gdy króla nie było, do Otwocka, dóbr swoich, zostawiał w Warszawie namiestników swoich, którzy planty932 jego egzekwowali.
Piszę o samym Bielińskim, gdyż od powzięcia rozumu jego zaznałem marszałkiem wielkim koronnym933; i on nim był aż do śmierci Augusta III i po nim coś czasu, o czem będzie w dziejach polskich, inną księgą spisanych.
Sprawy potoczne, które się nie odsądziły w sądach marszałkowskich, po zakończeniu tej jurysdykcyji odsyłane bywały do grodu i do ratusza miasta starej Warszawy podług kondycyj osób, z sobą się prawujących. Inkarceraci934 zaś wszyscy jakiegokolwiek stanu, jeszcze niedekretowani935, oddawani bywali do tegoż ratusza, gdzie ich nie lepszy los czekał, jak od Bielińskiego, póki żył pan Lupta, ustawiczny prezydent tegoż miasta; był to w surowości i sprawiedliwości drugi Bieliński.
Sądy potoczne marszałkowskie były pierwszą instancyją, od których szła apelacyja przed samego marszałka; ale ta rzadko kiedy widziana była, ponieważ marszałek dobierał takowych sędziów, których sentencyj poprawiać nie trzeba było i którzy, z nim razem zasiadając, jednym też duchem tchnęli.
§ 9. O sądach konsystorskich
Namieniło się pod sądami nuncyjaturskiemi, jakie sprawy należały do sądów duchownych; tu się zaś dodają okoliczności, formę i proceder936 tychże sądów ukazujące.
Woźny tym sądom służący nazywał się kursor; przy niektórych konsystorzach nosił suknie barwiane, jakie dawał oficyjał swoim ludziom służącym, kroju polskiego; miał także blachę posrebrzaną lub pozłacaną, na boku prawym lub lewym do kontusza przyszytą, herb albo cyfrę937 oficyjała938 wyrażającą. Podczas sądów niewiele miał do czynienia, gdyż nie wrzeszczał tu tak: „uciszcie się”, albo „na ustęp, mości panowie”, jak wrzeszczeli woźni w świeckich sądach. Albowiem w sądach duchownych eksplikowali939 sprawy patronowie przez pismo, jak w nuncyjaturze; dlatego, kiedy położyli swoje konkluzje i obrony stron, którym służyli, nie mieli potrzeby ucierać się między sobą racyjami. Dla czego940, skoro oficyjał lub surogator941, zasiadający na sądach, dał znak na ustęp, natychmiast wychodzili wszyscy bez oporu, jako niemający się nad czem bawić.
Kursora zabawa942 była największa: przygotować stół, krzesła, krucyfiks i serwis943 do pisania; a kiedy kursor, wyprawiony gdzie daleko z monitorium to jest: z pozwem, nie zdążył przybyć na sądy, to tę powinność odbył za niego którykolwiek sługa domowy oficyjała albo surogatora. Nie wszystkie także pozwy zanosił kursor; lada kleryk944, bakałarz945, organista i dziad kościelny był legitimus946 egzekutor monitorium czyli pozwu, które nie szły do relacyji947 w księgi konsystorskie, tak jak szły później świeckie do grodzkich lub ziemskich własnego powiatu; ale tylko ten, kto odniósł pozew czyli monitorium, kopiją tego kładł stronie pozwanej, oryginał zaś pokazał z daleka i potem podpisał na wierzchu jego, kiedy, gdzie i przy kim go położył; i już to było relacyją. Taki pozew podpisany od egzekwującego strona, czyniąca przeciw pozwanemu, reprezentowała w sądzie i zapisowała948 z góry w swojej instancyji. Zaczem już to był ważny krok pierwszy do dalszego procesu sprawy; dlatego zaś nie dawał do ręki ani czytać pozwalał kursor lub kto inny, kładący pozew, samego oryginału, ponieważ znajdowali się tacy śmiałkowie, którzy pod pretekstem skonfrontowania949 kopiji z oryginałem, dostawszy go od kursora, więcej mu go nie oddali, a tak stronie, niemającej czem próbować950 położonego pozwu, upadł termin, który czasem bywał wielkiej impontancyji dla tego, kto miał zepsucia go naglącą potrzebę, na przykład zatrzymać publikacyją ekskomuniki951; wolał wyrwaniem z rąk kursora oryginału zarobić na nową sprawę, która czasem uszła za sztukę, mianowicie kiedy sprawa poszła do wyższego sądu, niż się dać ogłaszać po kościołach za wyklętego. Klątwy albowiem na ten czas jeszcze były w aprehensyji952, przeszkadzały do innych spraw i funkcyj tak jak kondemnaty świeckie, nadto jeszcze czyniły wstręt do wyklętego wszystkim ludziom dobrej wiary.