Dawydow natychmiast odłożył papiery, na których robił jakieś wyliczenia.
— Jesteś po prostu kurierem dyplomatycznym! — zawołał tubalnym głosem. — Taka szybkość jest u ciebie po prostu nieprzyzwoita… Kiedyż to otrzymałeś mój list z opisem wszystkich szczegółów dotyczących znalezionej przez nas czaszki?
— Wczoraj rano. Wyjechałem o piątej. Ale przysięgam, że jestem bardzo urażony. Czy nie można było zawiadomić mnie wcześniej? Po co było pisać post factum? Szalałeś po prostu żądając ode mnie opisu przypuszczalnego wizerunku niebiańskiego zwierzęcia, a kiedy go wreszcie znalazłeś, to milczałeś aż do końca. — Szatrow rozgniewany wzruszył ramionami i zaczął biegać po gabinecie.
— Proszę, nie gniewaj się, Aleksy Pietrowiczu. Ja także chciałem poza tym zrobić ci niespodziankę. Cóż z tego, gdybyś nawet wiedział o tym o dwa tygodnie wcześniej. Denerwowałbyś się tylko i dręczył czekając niecierpliwie w swoim Leningradzie.
— Przyjechałbym tu, słowo daję! — z gniewem krzyknął Szatrow.
— Przyjechałbyś? — zdumiał się Dawydow. — Oglądać odsłonięcie warstw? Widzę, że zupełnie się zmieniłeś, nawet nie przypuszczałem…
Szatrow nie wytrzymał i uśmiechnął się.
Zresztą tak jest lepiej, drogi przyjacielu. Za to zobaczysz w tej chwili niebiańską bestię. — Dawydow podszedł do szafy wesoły i tryumfujący. — Jak zwykłeś mówić — O key! — Dawydow pociągnął drzwiczki, które otworzyły się…
— Zaczekajcie, Ilja Andrejewiczu! — krzyknął Szatrow. — Proszę zaczekać i zamknąć!
Zdumiony Dawydow posłusznie zamknął szafę.