— Gdzie tak długo byłeś? Dlaczego nie modlisz się? Dlaczego jesteś taki zmieszany?
Modlitwa stała się dla mnie istną pańszczyźnianą męką, piekłem. Prosiłem Boga, żeby się prędzej skończyła, żebyśmy mogli już pójść do domu. Ale znaleźć się w domu też nie było dobrym rozwiązaniem.
— Co się z tobą dzieje, Mendel? — głos ojca niby świder, wiercił mi dziurę w mózgu.
— Nic. Co ma się dziać?
— Dlaczego od razu nie przyszedłeś do bóżnicy?
— Nie miałem czystej koszuli — szybko zmyśliłem kłamstwo.
— Co znaczy, żeś nie miał czystej koszuli? Przecież leżała na krześle.
— Nie mogłem jej znaleźć.
— A matka jeszcze nie wróciła?
— Nie.