— A może byś przestał śpiewać te swoje piosenki?
— A czemu to moja połowica jest taka ostra?
— Przestań już trajlować, głupcze!
Dziadek jednak nie przestawał śpiewać. Rozśpiewywał się jeszcze bardziej i szybciej zaczynał manipulować igłą i ze śpiewem, jaki towarzyszy zwykle czytaniu Gemary12, zaciągał:
— Skoro ja jestem głupcem, to wyobrażam sobie, jaka z ciebie jest idiotka!
I po to, żeby babcia nie zdążyła mu odpowiedzieć, jeszcze bardziej się rozkrzyczał, zmarszczył twarz i po kantorsku wyśpiewywał werset z modlitwy na Straszne Dni13.
W mieszkaniu dziadków panowała teraz cisza. Między szybami podwójnych okien leżały kawałki ciemnej waty. Znad wąskiego warsztaciku spoglądał na mnie leżącego w łóżku car Aleksander III, goj z rudą, dużą brodą. Obraz był upstrzony śladami po muchach.
Dziadek siedział teraz pochylony na swoim wysokim taborecie. Nie śpiewał i nie dowcipkował. Z zacięciem przyszywał srebrne guziki do mundurków i od czasu do czasu wtrącał:
— A może jednak wezwać doktora Pompera?
— Co tu doktor Pomper pomoże?