— Nie dalej niż kwadrans stąd jest castillo78.

— Czyje?

— Panów de Lara.

Z prawej strony, po stromym najwidoczniej zboczu, toczyły się z łoskotem kamienie.

— Dziedzicem tego wielkiego rodu — powiedział z namysłem padre Diego — jest, o ile się nie mylę, don Miguel de Lara?

— Tak, ojcze.

— Prawdą jest, że jego ojciec wziął sobie za żonę kobietę z pogańskiego rodu Abencerragów?

— Tak, wielebny ojcze, to prawda. Przyjęła wszakże naszą wiarę.

— Nie cieszy się ten pan don Miguel dobrym imieniem?

Na to odparł pan de Montesa: