Pan de Montesa pchnął do przodu konia. Zawołał:

— W imię Króla i Królowej otwórzcie!

Dopiero po dłuższej chwili inny głos, młody i dźwięczny, spytał:

— Kto mówi w imieniu Króla i Królowej?

Pan de Montesa odpowiedział:

— Jego dostojność, czcigodny ojciec Wielki Inkwizytor.

— Padre Torquemada? — zdziwił się w ciemnościach młodzieńczy głos. — Jakiż interes, i to o tak późnej godzinie, może mieć do mnie dostojny pan Wielki Inkwizytor?

Pan de Montesa, niecierpliwie szarpiąc swym andaluzyjczykiem, już chciał ostro odpowiedzieć, gdy padre Diego położył mu dłoń na ramieniu.

— Nie przystoi nam, don Lorenzo, przemawiać butnie i pysznie — powiedział półgłosem.

Po czym ze spokojną godnością, niewiele głos podnosząc, rzekł w ciemności: