— Słusznie. Świat idzie naprzód. Istotnie zdobyliśmy miłość i zaufanie ludu.
Zamyślił się i po chwili dodał:
— Żałować nam tylko wypada, że czcigodny ojciec nie widzi tego.
Znów umilkł, potem rzekł:
— Don Lorenzo!
— Tak, wielebny ojcze.
— Dzisiejszej nocy, jak wiesz, czcigodny ojciec znowu, na szczęście na krótko, utracił przytomność.
Don Lorenzo milczał. Tamten ciągnął dalej:
— Straszliwa i nad wyraz bolesna jest bezbronność człowieka złożonego niemocą. Byłoby też rzeczą jak najbardziej godną pożałowania, gdyby do ludzi niepowołanych przedostały się jakieś relacje o stanie, w jakim na skutek choroby znalazł się czcigodny ojciec.
Na to rzekł pan de Montesa: