Była zimna i sucha.

— Sądzisz, ojcze, że mam gorączkę? Nie, ojcze, nie mam gorączki, jestem zdrowy.

— Widzę to, istotnie nie masz gorączki. Mówisz wszakże, bracie...

— Nazywają mnie bratem Diego.

— Mówisz wszakże, bracie Diego, w taki sposób, w jaki zwykli się zazwyczaj wypowiadać ludzie trawieni wielką gorączką albo dręczeni ciężkim grzechem obarczającym ich sumienia.

Fray Diego drgnął.

— O nie, ojcze! Ciężkie grzechy obarczają nie moje sumienie. Nie mnie przecież trzeba oskarżać o gwałt i przemoc, nie na mnie ciążą ludzkie krzywdy, łzy i cierpienia. Nikt mnie jeszcze nie przeklina i nie nienawidzi. Nie mam na sumieniu żadnej zbrodni ani nieprawości.

Przez dłuższą chwilę panowało milczenie. Padre Torquemada podciągnął płaszcz pod szyję.

— Bracie Diego, mówisz w sposób dość niejasny, wydaje mi się jednak, że przemawia przez ciebie wielka pycha.

Tamten poruszył się gwałtownie.