— Nawet nie rozumiejąc?
— Kiedy prawda wypełni tak wszechstronnie twoje myśli, pragnienia i uczynki, iż ty i ona staniecie się jednością, wtedy zrozumiesz wiele.
— Znowu się odwołujesz, ojcze, do przyszłości.
— A czymże jest dzisiaj bez przyszłości? Od ciebie wszakże zależy, aby ją przybliżać.
— I wówczas?
— Czas, który idzie, mój synu, jest jak góra. Wstępujesz po niej ku szczytowi lub staczasz się w dół.
— A szczyt kiedy się osiąga?
— Nie wiem — rzekł po długim milczeniu Torquemada. — Tego człowiek nie może wiedzieć. To wie tylko Bóg.
Diego ukrył twarz w dłoniach. Policzki i skronie płonęły mu podskórnym gorącem, lecz ręce miał zimne. W sobie też czuł przejmujący chłód.
— Czego więc ode mnie żądasz, ojcze? Co mam uczynić?