Lorenzo zawahał się, usłuchał jednak. Don Rodrigo przyglądał się mu z pochmurną niechęcią.

— Dość — powiedział nagle — upijesz się.

Lorenzo, gwałtownym ruchem odstawiwszy dzban, poderwał się z ławy.

— Dlaczego mnie dręczysz, Rodrigo?

W jego wysokim, łamiącym się głosie zabrzmiały gniew i żal. Don Rodrigo pogardliwie się uśmiechnął.

— Siadaj.

— Co ja ci zrobiłem, Rodrigo? Kochałem cię jak brata.

— Zostaw te dzieciństwa. Usiądź, chcę z tobą poważnie porozmawiać. Podnieś głowę.

— Pozwól mi odejść — szepnął Lorenzo.

— Nie teraz.