Podniósł oczy, by dojrzeć szczyt schodów. Zobaczył ciemność.

— Czemu nie śpicie, panie? — spytał z akcentem łagodnego wyrzutu. — Świtać będzie niebawem. Wystarczy, że ja czuwam.

Nikt nie odpowiadał. Diego, poszukując wyciągniętymi rękoma oparcia, wspiął się o stopień wyżej.

— Ty jesteś! Odpowiedz.

Nie było go.

— Buntownicze zamysły — rozległ się głos czcigodnego ojca — nie zawsze potrzebują słów.

— Niech Bóg czuwa nad naszym dziełem — odpowiedziało dalekie echo głosem pana de Sigura.

— Ciebie nie ma! — zawołał Diego.

— Dlaczego chcesz się zgubić? — spytał tuż obok fray Mateo.

— Znów jesteś? — zdziwił się Diego. — Przecież ciebie nie ma.