— Kto dzwonił?
— Słyszałaś?
Podeszła bliżej, lecz nie na tyle blisko, aby wejść w krąg światła pozwalający dojrzeć twarz męża.
— Piotr — powiedziała — złe wiadomości?
Roześmiał się szczerze, prawie śmiechem z młodzieńczych lat.
— Ależ nie, Oleńka! Przeciwnie, wiadomości można uznać za dobre.
— Pietia, Pietia! Co dla nas dobrego może się stać?
— Nie przesadzaj, miła moja — odpowiedział, patrząc na swoje duże i ciężkie dłonie. — Wyobraź sobie, zadzwonił Siergiej Fiodorowicz.
— Siergiej Fiodorowicz?
— Nie pamiętasz? W trzydziestym roku pracował u nas w ogrodzie parę miesięcy. Zapomniałaś? Mały, chudy, miał zabawny długi nos i uszy jak u nietoperza. Miły był, chyba nas polubił. Zadzwonił, żeby oznajmić, że jego Żuczka urodziła szczenięta.