— Mam nadzieję. A gdyby jednak, to pamiętajcie, co powiedziałem, żebyście potem nie mieli do nas pretensji. Jeśli chodzi osobiście o mnie, to wolałbym się z wami nie rozstawać, towarzyszu Otocki, Partia ma do was zaufanie.
— Dziękuję, towarzyszu Raszewski, postaram się nie zawieść tego zaufania.
I pod wpływem ciepłej i pożywnej słodyczy, jaką w sobie poczuje:
— Jeszcze jedną sprawę chciałbym nam, towarzyszu Raszewski, zreferować, sprawę, przyznaję, trochę kontrowersyjną...
— Mianowicie?
— Chodzi o Gorbatego.
— Tak, słucham.
— Wydaje mi się, że z wielu względów, również i politycznych, byłoby wskazane, żeby w najbliższym czasie, no, może nie w najbliższym terminie, ale gdzieś w nowym sezonie dać Gorbatemu jakąś sztukę, może coś z klasyki rosyjskiej...
— Nie, towarzyszu Otocki — przeciął ostro Raszewski — ten numer nie przejdzie, na to nie pójdziemy ani dzisiaj, ani jutro. Pan Gorbaty w różnych swoich wystąpieniach dał się poznać jako ktoś obcy, niemający nic wspólnego z interesami narodu polskiego i terenem jego przyszłej działalności może być każdy kraj prócz Polski. Sprawę trzeba postawić jasno: my się nie podobamy panu Gorbatemu, jego sprawa, my się więcej nie będziemy wtrącać w sumienie pana Gorbatego, ważne jest, że pan Gorbaty nam się nie podoba, a kto się nie podoba nam, ten musi iść won! Dziwię się wam towarzyszu Otocki, że określiliście tę brudną sprawę jako kontrowersyjną. Ona wcale nie jest kontrowersyjna. Jest jasna jak stół!
I dla zaakcentowania owej jasności uderzył pięścią w stół, zadrżały leciutko filiżanki, a Otocki poczuł w tym momencie nieprzyjemną mdłość w okolicach serca. Lecz Raszewski natychmiast się rozpogodził.