— Michał się robi sławny, fajnie śpiewa.

Otocki nie lubił tematu syna, który od roku występował w big-beatowym zespole „LA DA CO”, pozostawił więc ten wątpliwy kom­plement bez komentarza i u barmanki, która akurat podeszła, zamó­wił pieczarki w kokilce62 oraz kieliszek jarzębiaku. Przed Andrzej­kiem stała setka czystej i jasne piwo.

— Rzadko się wuja widuje w „Kameralnej”.

— Nie mam czasu, mój drogi, na włóczenie się po knajpach. Teraz miałem po drodze, więc wpadłem, żeby coś przekąsić przed koncertem. Halina Czaplicka dzisiaj śpiewa.

— Ona chyba do siedemdziesiątki dociąga, nie?

— Przesadzasz, ma najwyżej pięćdziesiąt, może pięćdziesiąt dwa i wciąż jest w znakomitej formie. To wielka śpiewaczka!

— Wolę Beatlesów.

— Kwestia gustu.

— To zdrowie wuja! — powiedział Wajs, podnosząc szklaneczkę.

Otocki odwrócił się i zajął własnym jarzębiakiem, żeby nie widzieć, jak tamten jednym haustem opróżnia swoją setkę. Jednak nie wytrzymał.