— Ksawery! — słyszy nagle obok znajomy głos.

Andrzej Wajs w rozpiętym kożuchu i z gołą głową wydawał się tym spotkaniem uszczęśliwiony.

— Co z tobą? Od godziny czekamy w „Kameralnej”, Marek mówił, że się umówił z tobą na dziewiątą.

Mimo przemarznięcia Ksawery Panek czuje, że blednie.

— Coś mi wypadło — mruczy niewyraźnie.

— Marek chyba jeszcze czeka, bo jest bez forsy, a ja też na zero.

— Głupstwo! — Ksawery nagle się ożywił — mam pieniądze. Chodź!

Ale Wajs potrząsnął głową.

— Wykluczone, na dziś mam dość, piję od szóstej.

— Nie jesteś pijany.