Czekam! Masz pojęcie, stary? Ta zabawa już trwa dwanaście godzin.

NAGÓRSKI

Nic się nie martw, wszytko będzie dobrze.

ZAREMBA

Stary, tobie też się ręce pocą, jak jesteś zde­nerwowany?

NAGÓRSKI

Gorzej, mnie się mózg przestaje pocić.

ZAREMBA

Nie pieprz, chciałbym, żeby mi się mózg tak nie pocił, jak tobie.

Przychodzi mi w tej chwili na myśl, że gdybym te fragmen­ty wykorzystał, należałoby ulokować Nagórskiego za barem, żeby mógł trochę porozmawiać z Edkiem Kubiakiem, który całkiem w cieniu do tej pory pozostał, przegapiłem odpowiedni moment w części I, wówczas (a właściwie w niespełnionym czasie przyszłym) Kubiak, pełniący na weselnym przyjęciu funkcje barmana w piwnicznym barze, mógłby zamienić kilka słów z Erykiem Wanertem, pamięta go przecież, jako całkiem jeszcze małego chłopca, gdy przyjeżdżał na wakacje z Anglii, mógłby spytać Eryka, kie­dy i jakie miał ostatnie wiadomości od ojca. Czy Eryk może so­bie zdawać sprawę z charakteru intymnych stosunków, łączących przed wojną jego ojca z Kubiakiem? Tylko wakacje spędzał w kraju, a i wówczas przebywał poza Warszawą, w górach albo nad morzem, wątpliwe, czy w ogóle kiedykolwiek widział Edka, a jeś­li nawet tak, to obecny wygląd Kubiaka, zażywnego starszego pa­na z brzuszkiem i łysiną, z trudem mógłby się kojarzyć z mło­dzieńczym seksem dwudziestoletniego chłopaka. Całkiem więc swobodnie i z właściwą sobie, mało kosztującą grzecznością mógłby Eryk wypytywać dawnego lokaja swego ojca o jego obecne sprawy rodzinne. Jak mogłem o tym zapomnieć?