Mniemając, że bezpiecznie rządzicie z Olimpu.

A ja przecież widziałem, jak z owej wyżyny

Dwóch mocarzy runęło...

Niestety, końcowa kwestia, wypowiedziana pełnym głosem, po­tęguje ból i twarz, jaką Konrad widzi w tej chwili w lustrze nie ma nic z boskiej wielkości Prometeusza. Tego nie było w za­ginionym tekście, lecz wydaje mi się, że w tym momencie Konrad, zupełnie złamany, powinien przysiąść na sedesie i wtedy właś­nie może sobie wyobrazi jutrzejszą próbę generalną: siebie pół­nagiego i przykutego do skały, z twarzą wykrzywioną cierpiętni­czym grymasem, niewyraźnie bełkocącego tekst, i naprzeciw — bez­wstydnie i prowokacyjnie urodziwego Hermesa, jak suwerenny w mło­dzieńczej nagości, z jedną dłonią wspartą na biodrze, a drugą, w sposób bezbłędnie niedbały i płynny poruszając złocistym kaduceuszem mówi swoją kwestię pełnym, jasnym głosem:

Biedny Prometeuszu, nie umiesz się zmieniać,

Chociaż zuchwały upór pogrążył cię w nędzy.

Niewykluczone, że Keller będzie słyszeć i dalsze kwestie te­go dialogu, oczywiście wyraźniej słysząc głos Łukasza Halickiego:

Prometeusz

W mojej nędzy śpi wolność, miałbym ją zamienić

Na twój los niewolnika butnego tyrana?