— Tak mówił — stwierdza niechętnie.

— I co jeszcze mówił?

— Sam słyszałeś.

I po chwili:

— Po coś ty, Adam, tę wódkę zamawiał? On już pije od trzech dni, ma zupełnie dość, wiesz, jaki jest, kiedy wypije za dużo.

Nagórski przygląda się chwilę Ksaweremu, nie bardzo się orientując, o co mu chodzi, wreszcie rozjaśnia mu się w głowie.

— Zabawne! — mówi. — My właściwie, nawet kiedy nie jesteś­my sami, uprawiamy formę monologu, i ty, i ja. Ale przepraszam cię. Za mantis religiosa również.

Na to Ksawery, idąc za podszeptem urazy i niechęci:

— Na Syberii Zachodniej żyje maleńka mrówka, lisus flavus. Entomologów zdumiewało od dawna, w jaki sposób to malutkie stwo­rzonko potrafi budować w ziemi rozległy system szerokich kory­tarzy, w których spędza całe życie. Dopiero niedawno odkryto, że sprytne mrówki poszukują dżdżownic, a gdy je znajdą, nie­przerwanym szczypaniem zmuszają je do drążenia rozległych tuneli. Kompletnie wyczerpanych budowniczych w końcu pożerają.

Uśmiech, którym Nagórski chce pokwitować odbiór tej his­toryjki, tak sztucznie zniekształca jego żałośnie zmęczoną i bardzo w tej chwili podstarzałą twarz, iż Ksawery nieomal ja­ko nieprzyzwoitość odczuwa własną młodość (lecz jakże w lata posuniętą wobec młodzieńczości Marka!) i jak wyrostek, przychwytany na brzydkim figlu, na bok umyka spojrzeniem.