A po chwili już zwyczajnie, chyba nawet z akcentem serdeczności:

— Nie kochany, co cesarskie, zostawmy cesarzowi, a co bos­kie Bogu.

Natomiast Nagórski, wciąż niedorzeczną nadzieją usztywniony, więc trochę bez sensu:

— Cóż my wiemy o bogach?

— Twój Leonardo z Ostatniej godziny...

— On też nie wiedział, może nawet mniej w tej materii wie­dział niż inni. Tak już zdaje się jest, Halinko, że im więcej wie człowiek o życiu, tym mniej w nim rozeznania w miłości, czy, jak ładnie powiedziałaś, w sprawach boskich. Natura jest przewrotna i lubi się manifestować poprzez gwałtowne skrajności, lecz w istocie natura zawsze dąży do równowagi i gdy bywa dla człowieka szczodra aż w nadmiarze, bogacąc jego umysł i świado­mość, bierze równocześnie zawistny, a może po prostu roztropny odwet, mącąc intymną kondycję wybrańca służebnym rozkładem, ba! nawet zawstydzającym niewolnictwem.

— Nie wiem, Adam...

— Ja też wielu rzeczy nie wiem.

— Nie wiem, czy mogę ci to powiedzieć.

— Że mówię jak zakochany?