EDWARD

Jezus Maria, kobieto! Skąd w tobie tyle złości?

DANUTA

Skąd? Siebie spytaj.

9.

W Jabłonnie, przy zwłokach stryja, Eryk Wanert rozmyśla. Zmarły jest już w ciemnym garniturze i jego zwłoki spoczywają na łóżku przykrytym miejscowym, pensjonatowym kocem. Za oknem suche, nagie drzewa, drobna zawieja.

piątek, 26 czerwca

Prawie dwanaście godzin pracy. Po wczorajszym, późnowieczornym deszczu trochę się odświeżyło, chłodniej i wiatr.

Tekst piosenki, który mi przed kilkoma laty (zimą 1967) przesłał z Londynu do Paryża Romek Polański, o ile pamiętam, w tym samym mniej więcej czasie Polański był w Paryżu, i z nim, długowłosym, oraz z Anią J. jedliśmy kolację w restauracji przy quais Michel, prawie na wprost Notre Dame, wtedy Romek po wi­nie, tak jak on to potrafi, wyśpiewał na szepcie tę szkolną, łó­dzką piosenkę, i już wówczas pomyślałem, że właśnie coś podobne­go powinni w finale Miazgi, po północy, w mętnym, śnieżnym pejza­żu zagubionego kwietnia (wtedy maja) śpiewać przed frontem pa­łacu w Jabłonnie pijani i całkiem rozluźnieni członkowie Brac­twa Żółwiowego, dlatego prosiłem Romka, żeby mi ten tekst konie­cznie przysłał, zrobił to i — pamiętam dobrze — kiedy rano wycho­dząc z hotelu odebrałem na dole list z Londynu, wsunąłem go do kieszeni i wprost z placu Odeonu poszedłem ulicą de Médicis ku bulwarowi St. Michel, już było prawie ciepło, bo siedziałem na tarasie zatłoczonej kawiarni przy placu Rostarda i tam rozpieczętowałem list Romka ze znakami jego ostatniego podówczas fil­mu Cul de Sac i wtedy odczytałem ten tekst: wydał mi się bar­dzo zabawny; niestety, nie mogę go teraz znaleźć.

10.