Wieczorem, żeby uczcić to wydarzenie zaimprowizowaną na skutek telefonów kolacją: Irena, Markowie, Zygmunt i Krzysztof.

poniedziałek, 13 lipca

Otrzymałem z Agencji Autorskiej następujący list:

„Uprzejmie zawiadamiamy, że wg informacji Ministerstwa Kultury i Sztuki sztuka w adaptacji scenicznej Kazimierza Dejmka wg Pana książki Ciemności kryją ziemię nie jest obecnie uwzględnia­na w polskich planach eksportowych.

W związku z powyższym, jak również wobec bezpośrednich Pa­na kontaktów z agencją Geisenheyner und Crone (bez naszego poś­rednictwa), nie widzimy możliwości przekazania Pana zgody na wystawienie sztuki w Telewizji Austriackiej firmie Universal Edition A.C. w Wiedniu”.

Tak więc mój wyjazd do Wiednia we wrześniu wydaje się ma­ło prawdopodobny, skoro stroną zapraszającą jest właśnie Tele­wizja Austriacka w związku z przygotowaniami do jesiennej pre­miery Ciemności kryją ziemię.

wtorek, 14 lipca

Wydaje się, że ludzie pozornie wolni wówczas tylko bywają skłonni do zainteresowania się tymi, którzy są niewoli praw­dziwie, gdy ci walczą lub buntują się. Nie ma nic atrakcyjnego w stanie zgody na niewolę, obojętne: udane jest owo przyzwole­nie czy autentyczne. Przeciwnie: dla pozornie wolnych stan biernego poddania się niewoli jest równie odrażający, a także nudny i nieco wstydliwy, jak dla człowieka fizycznie zdrowego widok bezsilnej ludzkiej istoty, zniekształconej powolnym, lecz uporczywym postępem śmiertelnej choroby. Buntownicy, ow­szem, ci mogą liczyć, iż na moment oczy świata się ku nim zwrócą. Lecz tylko na moment, dopóki ich sprzeciw i bunt trwają. Pokonani przestają być ekscytującym widowiskiem. Najbardziej brutalny gwałt tylko w pierwszych chwilach oburza i budzi pro­testy. Nad pokonanymi zapada ciężka cisza niepamięci. Oburze­nie wygasa.

Od najdawniejszych czasów kronikarze, historycy i poeci chronili od zapomnienia wydarzenia świadczące o ludzkich bun­towniczych zrywach i walkach przeciw przemocy i tyranii. Nato­miast śmiertelna cisza o przegranych i zrezygnowanych, nigdy nie powstało ani jedno dzieło większej miary, którego bohatera­mi byliby ludzie pobici i z klęską pogodzeni.

Czas oraz miejsce, które stanowią o egzystencji mojego narodu, utrudniają mi myślową i emocjonalną solidarność z tym stanem rzeczy, niezmiennie się powtarzającym na przestrzeni wieków. Staram się jednak zrozumieć mechanizm zjawiska, które ludziom pozornie wolnym wydaje się najprawdopodobniej całkiem naturalne, natomiast niewolnym prawdziwie?, być może wtedy się próg niewoli przekracza, gdy znalazłszy się w klatce człowiek nie wie lub wiedzieć nie chce, że się w zamkniętym pomiesz­czeniu znalazł? O tej kardynalnej różnicy ludzkich kondycji myślał Chrystus, gdy powiedział: „Ktokolwiek ma — będzie mu dane, i obfitować będzie, a kto nie ma, i co ma — będzie mu od­jęte”? (Mt. 13, 12).