Pogrzeb Pawła Jasienicy. Piękna pogoda, słonecznie i ciep­ło. Już na pół godziny przed rozpoczęciem nabożeństwa kościół św. Karola Boromeusza na Powązkach był pełen. Mnóstwo twarzy nieznajomych, dużo młodzieży.

Wyszedłem z Marysią z kościoła zaraz po nabożeństwie i przed egzekwiami, żeby móc się później docisnąć do grobu. Na cmentarnym zapleczu kościoła nieprzebrane tłumy. Pierwszy wie­niec od PEN Klubu mieli nieść Parandowski, Słonimski i Barto­szewski, ale ponieważ Parandowski nie mógł się na czas wydos­tać z kościoła — ja go zastąpiłem. Kondukt długi i bardzo wol­no się posuwający, ponieważ trumnę nieśli przyjaciele i towa­rzysze broni. Ogromne tłumy wzdłuż całej trasy konduktu. Dokoła przygotowanego grobu nieprawdopodobna ciżba. Parandowski zdołał na szczęście przedostać się w ostatniej prawie chwili. Prze­mawiał drugi, po Halinie Auderskiej, która powiedziała kilka mało znaczących słów w imieniu warszawskiego oddziału ZLP. Po Parandowskim mówił Stanisław Stomma, potem ja, dalej: pułkow­nik Rzepecki, adwokat Siła-Nowicki oraz dowódca Pawła z kam­panii wrześniowej.

Tłum odśpiewał jedną zwrotkę hymnu narodowego.

Tekst mojego przemówienia:

„Na tym starym cmentarzu powązkowskim, a także na cmen­tarzach innych, nieraz bardzo odległych, coraz więcej grobów ludzi, którzy dopiero co żyli wśród nas i byli chlubą litera­tury polskiej. W minionych kilkunastu miesiącach odeszli od nas Anna Kowalska, Jerzy Zawieyski, Tadeusz Breza, a poza krajem zmarli Kazimierz Wierzyński, Witold Gombrowicz, Marek Hłasko. Dzisiaj piśmiennictwo polskie, tu w ojczyźnie Kochanowskiego, Mickiewicza i Żeromskiego, żyjące na półoddechu i stygnące wśród obszarów milczenia, znów ma dzień żałoby: w pełni twór­czych sił zmarł znakomity pisarz, mężny i prawy człowiek śp. Paweł Jasienica.

Nie od dzisiaj znamy gorzką prawdę, iż polskie groby bywają nadmiernie ciężkie, bowiem ciężar śmierci, który się na nie kładzie, pomnożony jest ciężarem życia. Grób, przy którym stoimy, jest dla nas szczególnie dręczący, spocznie w nim czło­wiek, którego życie ułożyło się według miary własnej, lecz rów­nież według kondycji narodu, jego walki, twórczej chwały i nie­stety również według jego krzywdy i poniżenia.

Kiedy w najtrudniejszych czasach ostatniej wojny trzeba było walczyć z bronią w ręku — Paweł Jasienica był żołnierzem, tu w kraju, w sławnej Armii Krajowej. Gdy należało tworzyć no­wy kształt życia — współtworzył go pisarstwem oraz czujnym ro­zeznaniem obywatelskim. Należał do najwybitniejszych i najpoczytniejszych pisarzy ostatniego dwudziestopięciolecia. Wskrzeszając czasy minione, zawsze żył tu i teraz. Swoim nazwiskiem, swoim moralnym autorytetem wspierał wszelkie poczynania, któ­re miały na względzie dobro Rzeczypospolitej. Autor znakomi­tych książek historycznych wiedział, iż wolność myśli i tole­rancja należą do najlepszych tradycji narodu polskiego, i obu­miera kultura, degeneruje się życie publiczne i marnują się bezcenne ludzkie wartości, gdy swoboda słowa podlega brutalnym ograniczeniom, światła dyskusja staje się niemożliwa i mroczne strzygi fałszów i przemilczeń pretendują do wyrażenia i ocenie­nia wielowarstwowej rzeczywistości.

Lecz gdzież, jeśli nie tu, nad tym grobem, powie­dzieć należy, iż za swoje przekonania, za odwagę ich wypowiada­nia Paweł Jasienica zapłacił wysoką cenę. Oskarżony o czyny, których nie popełnił i przewinienia, których nie dokonał, znie­ważany i poniżany — nie miał żadnej możliwości obrony, odjęte mu zostało prawo druku, jego stare książki wycofano z księgar­ni, nowe nie mogły się ukazać, rzecz zdawałoby się nie do po­jęcia po wszystkich tragicznych doświadczeniach rządów total­nych, a jednak, niestety, prawdziwa; wybitny polski pisarz, twórca cennych wartości kulturalnych, cieszący się ogromnym zaufaniem i uznaniem wielu tysięcy czytelników, w pełni twór­czych sił został z początkiem roku 1968 z dnia na dzień zep­chnięty na margines życia publicznego, skazany na śmierć cy­wilną.

Z bólem żegnam cię, Pawle, żegnam cię w imieniu tych pol­skich pisarzy w kraju i poza krajem, którzy mogą i chcą powie­dzieć, iż byłeś »jednym z nas«. Jednym z najlepszych, szczegól­nie godnym miłości, przyjaźni i najwyższego szacunku. Wiemy, że twoje dzieło pozostanie trwałe i żywe. Ale pozostanie rów­nież twoja krzywda, ponieważ nie była i nie jest tylko twoją krzywdą, przerosła ciebie samego, stając się krzywdą najcen­niejszych wartości narodowych. Reszta niech pozostanie milcze­niem”.

poniedziałek, 24 sierpnia