Bajpasy Pinocheta

Wyniosła dziś śmieci, nie odnosząc obrażeń,

a cień wtarł się głęboko

w otwarte jak rana okno lewego skrzydła.

Tam trzask rozsadził rząd słoików z dżemem,

tramwaj rozkołysał szyby, blada fryzjerka

za parawanem zamknęła na spust powieki.

Na murawie stadionu czerwone puszki po coli

grzechoczą kośćmi. Na bilbordzie sprzedają się

wiosenne koncentraty. Pomidor.