Mógłby wziąć ją za rękę, ale wzięciem

— wie, bo jakże — niczego nie załatwi. Nie

zatrzyma pociągu. Po śladach mógłby dotrzeć.

Trop zatrzeć. Zedrzeć żałobny tiszert.

Właśnie: to było u niej? W podróży?

Na cudzym prześcieradle? W rekwizytorni,

gdzie laptop, błyszczyk, obcinacz do paznokci,

i ani znaku na potem? Gubi

współrzędne. Nie składa mu się zdanie,

nie układa w języku. Nie słyszy.