w obcojęzycznym mieście Zachodu,
i nie odmawia paciorków na skroni
mężczyźnie w oficerkach.
Wezmę go w kamasze — na front,
dam bilet do kina — na Rejs. Nie chcę dziś
ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy,
która jego jest. Tylko weźmy się wzajem.
Ciało wiersza nie grzeszy. Jesteśmy bez winy:
które z nas pierwsze rzuci kamieniem?
Potłucze tablice? Przykryje drugiego