Jak żagle się w przestworzach skąpią i zanurzą

W mowie pogodnej.

I gdy małą uliczkę dzień słońcem wybiela

I jak pszczelny ul dzwoni kościół Zbawiciela

Na pacierz ranny,

Usta, od słów błękitne, są jak obłok chłodne

I światło przez nie płynie czyste i łagodne —

Mój wiersz do Anny.

Morze i wino

Kiedy ustami mymi Twe oczy otworzę!