Chwyta, nawija moje tęsknoty.

Płynie pod słońce, wpada pod ziemię,

W skarpach cienistych płucze korzenie...

Wołam nań długim, czystym imieniem:

Źródło zaklęte, moje natchnienie!

Nigdy, do końca dni nie opowiem,

Że tutaj płyniesz, nie znajdę w słowie,

Żeś moje szczęście, żeś moje zdrowie

I białopienna brzoza w mej mowie!

Choćbym ci wszystko we mnie zaprzysiągł,