Istnienia wiecznej ciszy i zgiełku tej ziemi,

Która w nas się rozpływa jak zapach w przestrzeni,

Zostawiając nam serca puste i zamknięte.

Niesyte niczym, smocze są piersi oddechy,

Ducha ślepe przepaście, co drżą w naszych głosach —

Odbijamy je tylko jak w lustrze, w niebiosach,

Podnosząc swe zasługi, a tłumacząc grzechy.

Jest chwila, gdy w płynącej poprzez nas kaskadzie

Czujemy nagle skrzydło, które nas owiewa

Wonią mocniejszą stokroć nad woń ziół i drzewa —