Na wyrębach pod słońcem dziwy — mgły liliowe.

Aż trzaskały z zachwytu kory po gąszczach zdrowe.

Wagary

Patrzaj, przyjacielu, staw się kołysze

Na wiosnę tak gwałtownie, jesienią smutniej, ciszej.

Przyszło tu dużo chłopców i odwiązało łódkę —

Żebym to ja tak łatwo przepłynąć mógł po smutku.

W tym białym, ciasnym domu chodzą różni panowie.

Rysują coś na tablicach, mówią słowo po słowie.

W mądrości swej okrutnej nie spojrzą nawet w okno,