Koguty

Romanowi Gineyce

Rzężąc, z brodą u kolan, bryła mięsa ciepła,

Niezgrabnie, niedołężnie wypływam na jawę —

Odcięta głowa wolno z tułowiem się zrasta

I w blaskach snem ocieka na pledy jaskrawe...

Wyratowany, śpiewem zawrotnym znaglony,

Żebrom moim i biodrom ufnie wracam siebie,

Powieki zapuchnięte z trudem się unoszą —

Widzę, topielec były, — KOGUTA NA NIEBIE!