Tylko oddechy coraz prędsze,

Język oblepia gęsta ślina,

I nagle zjawia się plwocina.

Słodkawo-kwaśna, zielonkawa,

Jak lekko, dobrze się odpluwa,

A słupek rośnie w termometrze,

Skacze, a potem się posuwa

Kreska po kresce, w górę wspina

W rureczce szklanej srebrna lawa...

Wiemy nadchodzi Jej godzina!