— Ocknij się, — mówią mu, — najwyższy czas,

Od kościoła, powiadają, odpadniesz...

A on, spójrzcie, patrzy w jeden punkt,

Jakby tam było, biedny, najładniej.

Księdzu dali znać... Przyszedł ksiądz,

Słup w sutannie żywego ognia!

Woła: — Zbudź się!... Każe: — Coś rób!...

...A on śni, patrzy w punkt od tygodnia.

Ciemne oczy obrócone w słup,

A w uśmiechu niemy zachwyt duszy.