zmienionym tonem:
Nic. Matkę moją zasiekli batami; ojca zabito, kiedy krzyczał na ulicy: „Niech żyje wolność!”... Upadł twarzą na bruk i ciężkie buty żołdackie przeszły po jego ciele. Ale ja nic nie mówię. Wołam tylko słońca, ażeby wzeszło...
Patrzy znów w głąb.
DE LA ROCHE
po chwili:
Psyche!
PSYCHE
Słucham. Czy potrzebujesz czego?
DE LA ROCHE
Nie! Ty mnie nie słuchasz, nie widzisz mnie nawet! Spojrzałaś na mnie, ale myśl twoja jest gdzie indziej! Widziałem, jak dusza twoich oczu poszła tam — w ciemną głąb tej ulicy... ku gmachowi Komuny!