wszyscy mnie znacie, kiedy mnie zabrakło
wśród was! — O, pójdźcie! Dam wam wyzwolenie!
I wam, i sobie! Pójdźcie! Pójdźcie! Pójdźcie!
Nagle jakoby morze wdarło się do kazamat. Słychać łoskot na schodach i grzmot wyłamywanych żelaznych drzwi — jeszcze chwila i wpada do kaźni Lud. — Wpadli z okrzykiem gromkim, z młotami i oskardami w dłoniach, walką utrudzeni. Zoczyli króla — mimo woli głucha i nagła wśród nich zalega cisza; stoją i patrzą.
BLAKS
po chwili milczenia daje znak: dwóch ludzi z orszaku biorą go pod ręce i podnoszą. Powstawszy, postępuje kilka kroków, wlokąc długi płaszcz czarny za sobą, i staje przed Psychą. Naraz grzmiącym głosem woła:
Na twarz upadnij! —
PSYCHE
groźnie:
Ty upadaj, sługo!