— Nic nowego, Ekscelencjo. Czekamy waszego przybycia.
Jacek pomacał się po kieszeni, gdzie klucz miał od drzwi swojej pracowni.
— Nikt o mnie nie pytał?
— Nie. W ciągu tych dwóch dni nie było nikogo.
— A przybysze z Księżyca?
Służący uśmiechnął się.
— Mają się dobrze. Tylko ten rozczochrany...
Urwał.
— Co takiego?
— Ekscelencja kazał zadowalać wszystkie ich życzenia. Ten rozczochrany wydaje ciągle rozkazy. Podołać im nie można. Mówi przy tym dziwnym językiem, który doprawdy mało polszczyzny ma w sobie, i gniewa się, że go nie rozumiemy.