Wzrokiem obejmował wszystko niezmiernie wyraźnie, jasno i dziwił się jeno107, że gdy usta otworzy, słyszy swój głos jakby z dala skądś przychodzący... Czuł, że Nyanatiloka zatrzymał się i patrzy nań teraz — i ogarnął go wstyd, żeby myśli jego utajonej nie spostrzegł tymi czarodziejskimi oczyma... Schylił się dla ukrycia twarzy i zerwał rosnącą u nóg gałązkę goryczki, kwiatem ciemnobłękitnym pokrytą.

„Aza miała być dzisiaj u mnie — myślał — tak w liście pisała...”

Żal mu się zrobiło, że nie jest teraz w swojej pracowni, chociaż wczoraj uciec był rad przed zapowiedzianą wizytą.

Wyprostował się z gałązką zerwanego kwiatu w ręce i oczy wzniósł.

Zdumienie piorunujące, straszne, z przerażeniem graniczące schwyciło go za pierś.

Był w swoim pokoju, przed stołem zarzuconym papierami, wobec książek swoich i obrazów.

— Nyanatiloka!

Nikt mu nie odpowiadał; sam był. Przez rolety podniesione wpływało zimne światło poranne, gwar rozbudzonej już ulicy dochodził z dołu.

— Śniłem! — szepnął Jacek z ulgą i wzniósł rękę do czoła.

— Zasnąłem był widocznie przy rozmowie wczoraj w fotelu i...