— Tak myślę, bracie.
— Byliśmy dziś w nocy w Tatrach, nie ruszając się niby stąd...
— Tak myślę.
— Byliśmy tam naprawdę. Leży na mym stole łodyga goryczki, kwiatem okryta świeżym... Jestem pewien, że ją zerwałem dziś rano na stokach Żabiego... Nyanatiloka!
— Słucham cię, bracie.
— Ja chcę być na Księżycu, dzisiaj! Za godzinę, natychmiast! Być nie we śnie, ale rzeczywiście, jak w Tatrach dziś byłem, i móc tam działać.
— Nie wiem, czy zdołasz tego dokazać.
— Zrób to ty! Dopomóż mi!
Nyanatiloka potrząsnął głową z wolna i stanowczo.
— Nie.