„Młody, jasny, boski — szeptała w myśli — taki był i wówczas...”
Zerwała się nagle z przerażeniem.
— Serato!
Odwrócił się powoli i spojrzał na nią wzrokiem nieco roztargnionym, nierad widocznie, że mu przerywa.
Ona patrzyła przez pewną chwilę, jakby niepewna, oczom własnym niedowierzająca.
— Serato? — powtórzyła z odcieniem jakiegoś zdumienia.
— Słucham.
Aza liczyła coś półgłosem, oczu zeń nie spuszczając.
— Sześć... dziesięć... Osiemnaście, nie! Dwadzieścia! Tak jest. Dwadzieścia lat.
Nyanatiloka zrozumiał i uśmiechnął się.