— Czego chcecie?

— Czynu! — zakrzyknął Grabiec.

— Czynu! Czynu! — zakrzyknięto chórem. — Jeden czyn nas może jeszcze zbawić! Wyrwać z zaklętego koła naszej wiedzy! Uwolnić od ciężaru naszej mądrości!

— Czyn jeden jest tylko: w głębi ducha!

Nie słuchano go już nawet. Otoczono wieńcem Grabca, dopytywano o szczegóły przygotowanej walki, rozwijano różne pomysły... Kilku tylko najstarszych i kilku najsmutniejszych sceptyków trzymało się na uboczu od tego zamieszania i rozgwaru.

Jacek mimo woli pojrzał na Nyanatilokę. Siedział on spokojnie, ze złożonymi na piersiach rękoma, patrząc wytężonym okiem przed siebie...

— Mów! Odezwij się!

Nyanatiloka wzruszył ramionami.

— Nie pora. Z miłości jeno ku tobie dziś się tu odzywałem; teraz już nawet głosu mojego by nie usłyszano...

Rzeczywiście hałas wzrastał. Dały się już słyszeć głosy nieprzyjazne, wprost przeciw Tedwenowi zwrócone; domagano się odeń natarczywie, aby zdanie swoje wypowiedział.