— To mniejsza. Nazywają mnie Józwa...

— A! Grabiec mi raz wspominał...

— Może. Mnie także mówił o panu. Pan masz maszynę, za pomocą której można miasta i całe kraje niweczyć...

— Co komu do tego?

— Owszem. Mnie jest coś niecoś do tego. Potrzebuję tej maszyny.

— Nie będziesz jej pan miał.

— Będę!

Skinął na robotników, którzy w okamgnieniu otoczyli Jacka zwartym pierścieniem.

— Mogę pana kazać zabić natychmiast!

— Tak. I co z tego?