— Kto tam?
Przyszło mu na myśl, że może to być posłaniec od Azy, a chociaż niby postanowił odlecieć, nie widząc się z nią, serce mu dziwnie radosną nadzieją zabiło.
Z pewnym rozczarowaniem ujrzał na progu znanego sobie lokaja, którego mu do posługi przydano.
— Ekscelencjo, wedle życzenia samolot jest już gotowy.
— Dobrze, zejdę zaraz. Czy pytał kto o mnie?
Lokaj zawahał się.
— Ekscelencja nie kazał wpuszczać nikogo.
— Kto był?
— Posłaniec.
— Skąd? Od kogo?